Kiedy wybrałam się w swoją pierwszą samotną mini – podróż, reakcje moich znajomych były przeróżne. Zaczynając od „chyba Cię pojebało” kończąc na „wow! Super! Ale jesteś odważna”.

Słyszałam wiele cennych „porad” od wzięcia kogokolwiek, żeby tylko nie jechać samej po przekonywanie, że samotny rajd po klubach jest najlepszą formą spędzania wolnego czasu. Może i tak, ale nie dla mnie.

Samotne podróże są super

Jeśli dobrze czujemy się w swoim towarzystwie i nie przeszkadza nam brak innej osoby.

Oczywiście, największym minusem i zarazem najlepszym argumentem na niezdecydowanie się na taki krok są względy bezpieczeństwa. Zawsze we dwójkę jest nie dość, że raźniej, to i bezpieczniej. Nie ma co z tym polemizować.

Ważny jest jednak cel podróży. Dla mnie było to odcięcie się od codzienności, tłumu i właśnie od innych ludzi. Co prawda nie byłam na kompletnym odludziu (a szkoda!), tylko w dużym mieście, gdzie jednocześnie mogłam pobyć sama i nie zapomniałam jak wygląda drugi człowiek.

Mogłam robić to na co miałam ochotę. Chciałam iść w prawo, szłam w prawo. Bez marudzenia, że „może jednak w lewo, a w ogóle to chodź sobie usiąść bo mnie nogi bolą”. Kiedy chciałam, mogłam iść na kawę. Mogłam bez wysłuchiwania „lepszych argumentów” zgubić się i odkrywać nowe miejsce w sposób, który lubię.

Ale przede wszystkim nikt nic ode mnie nie chciał, nikt nic ode mnie nie oczekiwał. Nigdzie nie musiałam się śpieszyć.

Stop!

Mogłam w końcu odpocząć. Pomyśleć. Przeanalizować swoje życie. Może to i zabawnie zabrzmi, ale mogłam w końcu pomyśleć o tym czego chcę, ale przede wszystkim czego nie chcę. Zaplanować konkretne cele. Podjąć decyzje.

Czyli wszystko to, co na co dzień przemykało mi w myślach, ale nie miałam czasu dłużej się nad tym zastanowić. Nie miałam czasu, albo świadomie nie chciałam mieć czasu. Odwlekanie też jest działaniem, ale wbrew pozorom może przynieść więcej szkód, niż początkowo myśleliśmy. Każdy problem się nawarstwia i z czasem wydaje nam się nie wiadomo jak okropny.

W nawale codzienności warto wcisnąć przycisk „STOP”. Warto zmienić perspektywę. Warto przyjrzeć się swojemu życiu z perspektywy osoby trzeciej. Pomyśleć o problemach i dostrzec, że czasem najgorszy jest sam strach, a problem da się rozwiązać na wiele różnych sposobów. I że wcale nie jest taki straszny. Dopóki świat się nie zawali, nic nie jest straszne.

Advertisements